Myśląc o początkach BCG w Polsce (1997-99) czuję satysfakcję i sentyment. Satysfakcję dlatego, że prowadziliśmy wtedy projekty głównie dla średniej wielkości krajowych firm, którym musieliśmy zapewnić konkretny wpływ projektu na funkcjonowanie i wyniki. Sentyment wiążę z tym, że mając wysoko ustawioną poprzeczkę i będąc małą organizacją musieliśmy mobilizować najlepszą część samych siebie, indywidualnie i jako zespół. Różnorodność osobowości, pomysłowość i poczucie humoru składały się na fantastyczną koleżeńską atmosferę. Co niesiemy dalej w nowe miejsca? Koncentrację na meritum i optymizm.