Podczas studiów praca kojarzyła mi się głównie z formalnymi kontaktami, koniecznością punktualnego przychodzenia do biura i posiadania dobrych relacji z szefem. Kiedy rozpoczęłam pracę w BCG, czekało mnie kilka niespodzianek. Okazało się, że w biurze panuje bardzo przyjacielska, nieformalna atmosfera, że mam możliwość wpływania na to, o której godzinie rozpoczynam swój dzień pracy, a na dyskusje z szefem w BCG patrzy się bardzo przychylnym okiem. Najciekawsze jednak było odkrycie, że osoby, które pracują w BCG chcą się uczyć i rozwijać – bezustannie!
Okazało się, że moi współpracownicy zaczynali narzekać, że są znudzeni, jeśli dostawali kolejny projekt dotyczący znanej im już branży, podczas gdy ich oczy błyszczały z ekscytacji, kiedy dowiadywali się, że mają tydzień na zrozumienie struktury rosyjskiego przemysłu lotniczego. Czasami niespodziewanie i z bezpośredniością typową dla dzieci pytali: "to ciekawe, ale dlaczego to funkcjonuje właśnie w ten sposób?" Co najważniejsze, przekonałam się, że to osoby, które chcą się uczyć nowych rzeczy, także jeśli nie są bezpośrednio związane z pracą zawodową. Konsultant siedzący w tym samym pokoju co ja, uczy się tańca towarzyskiego, nasza "finansowa guru" haftuje obrazy Moneta, matematyk zaczytuje się w dziełach Tocqueville'a, a ekspert specjalizujący się w branży naftowej może Ci opowiedzieć historię każdego z gatunków wina.
W otoczeniu takich osób, zaczynasz rozumieć i doceniać, że praca w BCG nie oznacza końca Twojej edukacji, a raczej jest jej początkiem. W moim kalendarzu na dzień dzisiejszy mam wpisaną pracę na moim aktualnym projekcie, szkolenie na temat "Przyszłości reklamy" i lekcję hiszpańskiego. Co mi pozostało? Muszę dotrzymywać tempa kolegom!